Dodaj komentarz

,,I Hate You”

,,I Hate You” – tytuł rewelacyjnej piosenki, niespotykanego zestawienia dwóch osób. Spokojnego, eleganckiego i śpiewającego głównie ballady – ERU i charyzmatycznego, nie dającemu sobie w kaszę dmuchać, genialnego rapera – Yong Junhyung’a (B2ST). Będzie to opowiadanie o tym jak tych dwóch niezwykłych piosenkarzy zajmie się kręceniem swojego wspólnego teledysku. Lecz nie będzie to zwyczajne nagrywanie kolejnego klipu… Budynek, w którym będą powstawać kolejne sceny, jest bardzo stary i wymagający remontu. Oni się tym nie przejmują, po prostu będą robić to co do nich należy – wykonywać swoją pracę najlepiej jak potrafią. Czy aby na pewno? Czy wiek tego budynku nie będzie im w tym jednak przeszkadzał? Otóż tak… Seria niewytłumaczalnych zjawisk da im wiele do myślenia… Na szczęście nie będą z tym sami. Kolegom pomoże ich świetny, ale i zwariowany montażysta o imieniu Jackei. We trójkę będą się starać stawić czoła temu co niewytłumaczalne i niebezpieczne. Pytanie brzmi: czy uda im się pokonać to czego podobno nie widać?

A oto teledysk. Ten kto nie zna lub wolałby sobie go przypomnieć, to warto obejrzeć , by wszystko było jasne podczas czytania 😉

Rozdział I

– Cholera jasna z tymi korkami! – chłopak wkurzony ostro zahamował tuż za jednym z wielu, bardzo wielu samochodów na tej ulicy.

– Ty to nigdy nie przebierasz w słowach – roześmiał się Eru, który siedział na fotelu pasażera.

– No bo jeżdżą jak te melepety! – zaciągnął hamulec ręczny i złożył ręce na piersi – jak tak dalej pójdzie to do świąt nie nakręcimy tego klipu

Eru wybuchł śmiechem – spokojnie Junhyung, na pewno zdążymy. Oni zaraz ruszą dalej, my za nimi… i, i w końcu będziemy na miejscu – spojrzał na niego z uśmiechem na twarzy. Wszystko mówił bardzo łagodnym tonem by uspokoić swojego młodszego kolegę. Ten tylko pokiwał głową i odwrócił od niego wzrok, żeby przyjrzeć się sytuacji panującej na drodze. Ani trochę się ona nie poprawiła. Było wręcz gorzej, bo jeszcze pięć minut temu poruszali się chociaż wolnym tempem a teraz stali po prostu w miejscu. Korek ani trochę się nie poluzował.

Junhyung odwrócił głowę w kierunku Eru i zapytał z poważną miną.

– Coś mówiłeś?

– Nieważne… – odparł z takim samym wyrazem twarzy.

– Nie ma co się załamywać, może jutro tam dojedziemy.

– Świetnie – pokazał mu kciuk do góry.

Minęła dobra godzina nim wyjechali z tej ulicy. Musieli szybko gnać na plan swojego teledysku, mianowicie teledysku Eru z gościnnym udziałem rapera. Mimo, że chłopak był ,,gościem’’ w jego klipie, to miał pojawiać się w nim praktycznie tyle samo razy co jego starszy kolega Eru. Obaj wierzyli, że wyjdzie z tego coś naprawdę dobrego. Musieli tylko go nakręcić a co za tym idzie, dojechać na ten nieszczęsny plan, na który spóźniali się prawie dwie godziny… Nie byli z tego powodu zadowoleni, ale nic nie mogli poradzić na zakorkowane ulice.

Do budynku wparowali jak głupi, a gdy tylko napotkali kogoś z obsady, zaraz zwolnili, poprawili się i szli powolnym, i spokojnym krokiem. Z każdym grzecznie się witali, elegancko się przy tym kłaniając. Przeprosili ekipę i już po chwili zajęli swoje miejsca.

Budynek, w którym kręcili nie należał do najnowszych. Był jednym ze starszych w mieście. Co prawda został odnowiony, ale nie w całości. Wyremontowali go głównie z zewnątrz. W środku wciąż wymagał porządnego remontu. Nie w każdym miejscu oczywiście, ale na przykład w sali, w której nagrywali klip przydałoby się chociażby pomalowanie ścian. Lecz ta dwójka starała się po prostu nie zwracać na to uwagi. Byli pochłonięci pracą i nie przejmowali się takimi szczegółami.

Jak na razie pierwsze sceny nakręcili bardzo dobrze. Nie musieli nawet ich powtarzać, bo wyszły im tak jak powinny. Zaraz po nich chcieli przejść do momentu, gdy chłopak siedzi przy stole i rapuje. Po krótkiej przerwie usiadł na drewnianym krześle i czekał aż włączy się muzyka. Lecz problem był w tym, że nie chciała się włączyć… Wcześniej wszystko działało jak należy a teraz coś uległo awarii.

– Spokojnie Junhyung, zaraz powinni włączyć! – krzyknął do niego Eru, który stał kilka metrów dalej z kamerzystami.

Chłopak spokojnie skinął głową i cierpliwie czekał aż wreszcie usłyszy muzykę. Trwało to jeszcze dłuższą chwilę… Znudzony tym czekaniem zsunął się lekko z krzesła, sięgnął ręką po niedużą świeczkę stojącą na stole i zaczął przesuwać ją sobie z lewej dłoni do prawej. Już po paru sekundach był na niej tak skupiony, że zupełnie nie interesowało go to co działo się wokół niego.  W pewnym momencie, gdy odbił ją prawą dłonią ta nie dojechała do lewej. Zatrzymała się nagle w połowie drogi. Co było przecież zupełnie niemożliwe… Chłopak zdziwiony aż otworzył szerzej oczy i wstał by się jej przyjrzeć. Ale jak to świeczka, nie było w niej nic nadzwyczajnego. Po prostu nadal stała w tym miejscu, w którym się zatrzymała.

– Dziwne… – powiedział cicho do siebie.

– Junhyung! Już działa! Możesz siadać! – krzyknął nagle Eru.

– Ok! – popatrzył na niego, na świeczkę i znowu na niego. Cofnął się i wrócił na swoje miejsce. Włączono muzykę a chłopak zaczął robić to co do niego należy.

Mimo, że wyszło mu to bardzo dobrze, to i tak chciał to poprawić. Był perfekcjonistą, a to oznaczało, że wszystko co robił, musiało być dopięte na ostatni guzik.

Kręcenie scen już trochę trwało, ale nim skończyli chcieli nakręcić jeszcze jedną. Mianowicie tą, gdy Eru wchodzi do domu, wita się z Junhyungiem i siada przy stole.

– Dobra! To ja idę za drzwi! – pomachał ekipie.

– No, idź i nie wracaj! – odmachał mu roześmiany chłopak.

Jego kolega posłał mu niezwykle mordercze spojrzenie i wyszedł trzaskając drzwiami. Ten się tylko zaśmiał i usiadł na swoim miejscu. Muzyka została włączona, więc już po chwili przyszedł z powrotem. Przywitał się z Junem, podszedł do krzesła i już miał na nim usiąść, gdy nagle szybko cofnęło się a piosenkarz padł z hukiem na podłogę.

Natychmiast wszystko wstrzymano a jego kolega pędem zerwał się ze swojego miejsca i zaraz przy nim przykucnął.

– Hyung… je…

– Możesz mówić nieformalnie… – stęknął.

– Ok, dobra – pokiwał głową – stary! Jesteś cały? Tyłek cię boli?

– Ech… Jak cholera… Twarda ta podłoga, że nie wiem… – podał mu rękę, by ten pomógł mu wstać. Podniósł swojego starszego kolegę i spojrzał na niego.

– Jak tyś ty to zrobił? Cela nie masz?!

– Ja… ja nie wiem – trzymając się za obolałe plecy, odwrócił się by zobaczyć, gdzie teraz stało to nieszczęsne krzesło. Na jego oko: dobry metr od miejsca, w którym powinno się znajdować – dziwne..

– A ja zapytam jeszcze raz… Jak?!

– No samo… Chyba, że to ktoś z ekipy, w co wątpię.

– Nie. Wszyscy byli na swoim miejscu. Co nie, załoga?! – spojrzał na zgromadzonych ludzi.

– Tak, tak. Jasne – odpowiadał każdy tak samo.

– No to musiałeś sam to jakoś zrobić – Junhyungowi opadły ręce.

– Chyba tak… – Eru nadal był oszołomiony po tym upadku. Mógłby przysiąc, że ktoś pociągnął to krzesło. Tylko pytanie brzmiało: Kto to zrobił? Przecież nikogo tam nie było. Była to sytuacja, której nie potrafił wytłumaczyć w żaden logiczny sposób…

Postanowili na dzisiaj darować sobie tą scenę i nakręcić ją następnego dnia.

Tak też zrobili. Co prawda spotkali się dopiero wieczorem, gdyż Junhyung miał jeszcze nagrania ze swoim zespołem.  Ale to nie stanowiło problemu. Spokojnie się wyrobił i spotkał z Eru. Zaczęli właśnie od tego momentu. Tym razem odbyło się bez żadnych komplikacji. Po skończeniu tej sceny zajęli się tą, gdy Jun chodzi po pokoju, siada i odbiera telefon od Eru.

– Akcja! – Usłyszał i zaczął stawiać kroki w tym pokoiku. Miał trzymać telefon i uśmiechać się.

Zrobił jedno kółko i usiadł na kanapie. Komórka zadzwoniła, więc wyciągnął po nią rękę. Przyłożył do ucha i wtedy zamarł… Usłyszał gruby i chropowaty głos, mówiący:

– Skończcie to…

Chłopak z szoku otworzył szeroko oczy i skamieniał.

– Tego chyba nie było w scenariuszu… – Eru, który go napisał, sam sobie teraz nie wierzył. Wziął go od jednego człowieka z ekipy i uważnie zaczął czytać. Tak jak myślał, nic takiego nie znalazł, z kolei chłopak ani drgnął.

– Junhyung! – krzyknął by ten się wreszcie ocknął – cięcie – skrzyżował ręce i podbiegł do niego – hej, co się stało? – spytał zaniepokojony.

– Dzwoniłeś do mnie? – popatrzył na niego.

– N… nie, teraz nie. Stałem tutaj i patrzyłem. Czemu pytasz?

– E, nic, nic. Musiało mi się przesłyszeć – odłożył komórkę i podniósł się z kanapy.

– Na pewno wszystko ok? Strasznie zbladłeś…

– Jest dobrze. Zgłodniałem. Chodź stary, zrobimy sobie przerwę – poklepał go i wyminął.
Jego kolega jeszcze chwilę się wahał, ale w końcu poszedł z nim coś przekąsić. Nie musieli iść daleko. W tym samym budynku, w którym kręcili znajdowała się stara kawiarenka. To do niej udali się na posiłek. Usiedli przy okrągłym stoliku i wzięli sobie po małej kolacji i kubku kawy. Przez kilka minut panowała dość niezręczna cisza, co było dziwne w ich przypadku. Lubili ze sobą gadać a teraz nie bardzo wiedzieli jak zacząć. Obaj zastanawiali się nad tym co się tutaj dzieje. Eru był ciekaw co tak wystraszyło Junhyung’a, z kolei Jun myślał nad tym tajemniczym telefonem. Miał nadzieję, że albo mu się to przesłyszało, albo ktoś zrobił po prostu głupi kawał…

To be continued…

Photobucket

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: