1 komentarz

Fic

Tak jak obiecałam wstawię mój fanfic, który można powiedzieć, jest już książką. 🙂 Będzie tego dość sporo i będzie to dzielone na rozdziały.

A teraz przedstawię osoby, które w nim występują:

DongBangShinKi

YUNHO (U-Know)

Photobucket

MICKY (Yoochun)

Photobucket

MAX (Changmin)

Photobucket

JUNSU (Xiah)

Photobucket

HERO (JaeJoong)

Photobucket

Super Junior

HEECHUL (Cin)

Photobucket

DONGHAE

Photobucket

LEETEUK (Eeteuk)

Photobucket

EUNHYUK

Photobucket

SHINDONG

Photobucket

Soliści

MC MONG

Photobucket

BOA

Photobucket

Tak wygląda okładka książki :mrgreen:
Photobucket

Życzę miłego czytania 😀

Rozdział 1

Była godzina 8.00. Piątek. Cały zespół spał spokojnie w jednym pokoju. Mieli w nim pięć łóżek i okno na całą ścianę, z pięknym widokiem na miasto. Na noc zawsze zasłaniali żaluzję, ale to właśnie nocą panorama była najpiękniejsza. Nieraz patrzyli przez nie po całym dniu pracy.
Panowała cisza, którą o tej godzinie zawsze przerywał lider zespołu, Jung Yunho. To on każdego dnia wstawał najwcześniej i budził pozostałych członków grupy.
Na jego twarzy malował się uśmiech. Wtem krzyknął.
-No chłopaki! Wstawać! Dosyć tego wylegiwania się!
Wszyscy otworzyli oczy. Byli zaspani i zdołali tylko powiedzieć.
-U-Know…
Zaczęli się rozciągać. Chłopak spojrzał na nich i zapytał.
-To jak? Kto robi śniadanko?
Zapadła cisza.
– Ale chętnych… – skomentował Yunho.
-Ja zrobię. Mam nawet pomysł – Max wstał z łóżka.
-To super. Dzięki stary – uśmiechnął się do niego.
-Nie ma za co – machnął ręką – Idę się ubrać.
Changmin wyszedł z pokoju ze swoimi rzeczami a Yunho popatrzył na pozostałych i powiedział.
-No dalej chłopaki. Mam wam coś ważnego do powiedzenia.
– Żenisz się? – Micky spojrzał na niego siadając na łóżku.
– Nie… – odpowiedział niepewnie.
– A to dobrze. To co nam powiesz?
-Wszystkiego dowiecie się przy śniadaniu – uśmiechnięty powędrował do kuchni.
Usiadł przy stole i zaczął rozmyślać. Nie siedział długo sam, bo do pomieszczenia wszedł Max, który poszedł od razu w stronę lodówki.
– Co zrobisz Changmin? – spytał U-Know podpierając się jedną ręką.
– A zobaczysz – odparł z uśmiechem.
– Ok, a ciekawe kiedy przyjdzie reszta…
– Pewnie za chwilę. Muszą się ubrać i ogarnąć. A co? Chciałbyś się już z nami podzielić tą wspaniałą wiadomością? – Mówiąc to wyciągał z szafki dużą srebrną patelnię.
– Tak. Opowiem wam mój sen.
– Ooo… – odwrócił się w jego stronę. – Myślałem, że zawsze zapominasz swoje sny.
– Owszem, ale zapamiętuje te, które są bardzo ważne no i te które coś znaczą.
– To będzie ciekawe – otworzył dwudrzwiową lodówkę i zaczął ją przeszukiwać.
Po dwudziestu minutach do kuchni zaczęli schodzić się Junsu, Micky i Hero.
– No wreszcie. Myślałem, że nigdy nie przyjdziecie. – Powiedział Yunho.
– Ja też tak myślałem – wściekły Yoochun usiadł obok niego.
– Stary, co się stało? – spojrzał na niego.
– Do łazienki nie mogłem wejść! Mamy dwie i obie były zajęte. Ale czekaj. – Pokazał wskazujący palec. – Kiedy jedna się zwolniła, mianowicie w której był JaeJong, to ja już spokojnie sobie do niej szedłem gdy ten znowu do niej wlazł! Potem się odwracam i widzę, że Xiah wychodzi z drugiej, no to ja dzielnie, szybkim krokiem do niej idę gdy ten nagle znowu do niej wchodzi! A do tego zamknął mi drzwi przed nosem gamoń jeden!
U-Know i Max wybuchli śmiechem.
– Współczucie bracie – położył mu rękę na ramieniu.
– Taa…
– Junsu, czemu zamknąłeś mu drzwi przed nosem? – Yunho popatrzył na niego.
– A on tam był? – spytał z wielkim zdziwieniem.
Changmin znowu się roześmiał, tak jak każdy, oprócz Micky’ego, który zabijał wzrokiem Xiah’a
– Tak byłem! Stałem obok ciebie!
– Ale jak to?
– Tak to!
– Nie było cię – machnął ręką.
– CO?! – wkurzony wstał od stołu.
– Ej, ej,ej, spokojnie – Yunho także wstał.
– Ale on jest ślepy! – pokazał na Junsu.
– Nie jestem! – krzyknął oburzony.
– Cisza ludzie! Nie macie powodów do kłótni. To nie ma sensu, pogódźcie się i zapomnijcie o tym. A ty Junsu, następnym razem patrz uważniej – pogroził mu palcem.
– No dobra… przepraszam Micky – podał mu rękę.
– Spoko. Już się nie gniewam – także podał mu rękę.
– Kocham pokój – Yunho klasnął w dłonie.
– Wiemy – zaśmiał się Yoochun. – dobra siadajmy.
Chłopcy usiedli na krzesłach. Hero spojrzał na nich i powiedział.
– Cóż za poważny temat do kłótni.
– No pewnie – zgodził się z nim Max.
– A właśnie! – pstryknął palcami JaeJong. – Chciałeś nam coś ważnego powiedzieć, prawda?
– A no tak. Przecież wam obiecałem. Słuchajcie miałem taki sen… – Wtem przestał mówić. Zaczął bardzo szybko wąchać powietrze – Changmin…
– Tak?
– Czy ty przypadkiem nie smażyłeś jajecznicy?
– Tak… – odpowiedział lekko wystraszony.
– No to już po niej.
– Co?
– Spójrz! – pokazał palcem na kuchenkę.
– Och nie! – złapał się za głowę i szybko pobiegł do patelni, na której leżała spalona jajecznica.
Wyłączył prędko gaz i zalał ją zimna wodą. Podszedł do niego Yunho i powiedział.
– Przykro mi.
– To miało być takie fajne śniadanie…Była z kiełbaską i w ogóle, a teraz leży sfajczona w zlewie.
– No bywa. Ważne, że się starałeś. my to doceniamy. – Uśmiechnął się do niego.
– Dzięki – odwzajemnił uśmiech i odwrócił się do reszty. – przepraszam chłopaki, ale nie będzie jajecznicy.
– Szkoda… – odparł zawiedziony Junsu – ale ważne, że w ogóle ci się chciało ją robić.
– Dokładnie – pokiwał głową Micky – A teraz się bratku nie przejmuj, zrobimy coś razem, w piątkę. Co nie Hero? – Popatrzył w jego kierunku.
– Jasne. Poprawimy ci humor Max – uśmiechnął się.
– Dzięki chłopaki. Jesteście świetni. No to co? Zabieramy się do roboty!
Chłopcy wstali od stołu i podeszli do Changmin’a i U-Know.
Zaczęli się zastanawiać co zrobić. Po chwili Hero wpadł na pomysł.
– A co powiecie na sałatkę?
– Sałatkę? – Spytał Junsu.
– No tak, powinniśmy się przecież zdrowo odżywiać, co nie?
– W sumie racja. – Zgodził się z nim Max. – A jaką?
– Eee… Nie wiem.
– O! Ja mam pomysła! – podskoczył Junsu.
Wszyscy zebrali się w kółku, by usłyszeć co ma im do powiedzenia ich przyjaciel.
– A więc słuchajcie. Kiedyś jak byłem mały, moja mama robiła przepyszną sałatkę. Bardzo prostą, sami zobaczycie. Ale najpierw podzielimy się zadaniami. Ty Yunho pójdź do lodówki.- Pokazał na nią.
– Ok. – Podszedł do niej.
– Max do zlewu, proszę.
– W porządku. – Oparł się o niego.
– A Hero i Micky do blatów.
Chłopcu stanęli przy nich i wtedy Xiah zaczął znowu mówić.
-No dobra. – Zacisnął dłonie stojąc na środku kuchni. – U-Know wyciągnij parę pomidorów i cebulę a potem rzuć je Changmin’owi. Ty. – Wskazał na niego palcem. – Umyjesz je, obierzesz i podasz wszystko JaeJong’owi, który pokroi to w kosteczkę i da Micky’emu. Yoochun dodając soli i pieprzu wymiesza to w dużej misce. Aha! Yunho nie zapomnij o śmietanie.
– Tak jest! – Stanął jak żołnierz po czym schylił się do lodówki. Wziął do ręki największe pomidory i cebulkę. Nie odwracając się rzucił je Max’owi. On bez problemu złapał każde warzywo. Odkręcił wodę w zlewie i umył wszystkie pomidory. Kiedy obrał jednego, podawał go od razu Hero, ten szybko wszystko kroił, także cebulkę. Gdy już wszystko zostało poszatkowane, to wtedy odbierał je od niego Micky. Wrzucił je do miski, dostał śmietanę od Yunho i z dodatkiem przypraw zaczął wszystko mieszać.
W ten sposób powstała pyszna pomidorowa sałatka przygotowana przez wszystkich pięciu przyjaciół.
– I co powiecie? – pokazał na nią dumny Junsu.
– Tak to był niezwykle skomplikowany przepis – powiedział Yoochun – ale na pewno będzie dobra.
– No pewnie, chodźcie do stołu – machnął ręką Xiah.
Wszyscy usiedli na krzesłach. Na stole stała duża miska z nowym śniadaniem. chlebek pokrojony na talerzu i dzbanek soku owocowego.
Podczas jedzenia Yunho zaproponował.
– To może opowiem wam mój sen?
– Jasne, dajesz – Micky wziął łyk napoju.
– No dobra, zacznę od tego, że wszyscy mi się śniliście. – pokazał na nich palcem. – Zaczęło się od tego, że Yoochun szedł szerokim, wykonanym z kamienia moście. Powiedziałeś chyba moje imię. Nie pamiętam zbytnio, ale było tam miasto. Byliśmy osobno, w różnych miejscach. Ja stałem na przykład na samym środku ulicy, mijało mnie mnóstwo różnych osób. Wszystko było z początku żywe. Lecz gdy każdy z nas zaczął się odwracać za siebie, obumierało. Znikali ludzie, zwierzęta, samochody… Słychać było walenie w bębny. Potem znowu byliśmy razem. Grała muzyka. Tańczyliśmy. Całkiem fajnie, wam powiem. Aha i jeszcze, ty Hero jak spojrzałeś za siebie zauważyłeś dziecko. Dziecko które płakało. No i tyle.
– Łoł – skomentował Micky.
– Nieźle… – powiedział JaeJong.
– Hej! – pstryknął palcami Max. – Tak sobie teraz to wszystko poukładałem w głowie… Nie sądzicie, że to jest dobry materiał na teledysk? Oczywiście dodalibyśmy jeszcze parę rzeczy i tak dalej, ale ja uważam, że to dobry pomysł.
– Masz rację, nawet bardzo dobry – zgodził się z nim Junsu.
– Fajnie, że tak myślicie – uśmiechnął się do nich – tylko wiecie, musimy wymyślić odpowiednią piosenkę do tego klipu.
– No jasne, ale z tym nie będzie problemu. Ważne, że teledysk mamy w połowie obmyślany.
– To prawda. Niech ci się częściej takie rzeczy śnią Yunho – zaśmiał się Micky.
– Postaram się – także się zaśmiał i powiedział – To co? Zbieramy się i jedziemy do wytwórni.
– Tak, przekażemy im nasz kolejny pomysł – Yoochun wstał od stołu.
Nagle usłyszeli dzwonek do drzwi. Wszyscy spojrzeli na siebie ze zdziwieniem.
– Zapraszaliście kogoś? – spytał Max.
– Noo… – odpowiedział niepewnie Junsu.
-Kogo zaprosiłeś?
– Juniorów.
– Ilu?- U-Know spytał z szeroko otwartymi oczami.
– Tylko dwóch i Boę.
– A to spoko… Idę im otworzyć.
Lider zespołu podszedł do drzwi i gdy je uchylił od razu rzucił się na niego HeeChul krzycząc.
– Yunho, bracie!
– O! Cześć HeeChul! Co tam u ciebie?
Gdy odsunęli się od siebie, wtedy odpowiedział:
– Wszystko ok. Nagrywamy z chłopakami nową piosenkę. A u ciebie?
– Ok, ok. Zaraz jedziemy do wytwórni z nowym pomysłem na teledysk.
– Super! To ja idę przywitać się z resztą a ty zobacz kto jeszcze przyszedł – poklepał go po ramieniu i poszedł do Hero i Max’a.
– Cześć stary – uścisnął się z nim przyjaźnie Donghae.
– Cześć, wejdź proszę – pokazał na mieszkanie.
– Dzięki – uśmiechnął się do niego i poszedł do Junsu i Micky’ego.
– Hej Yunho – uściskała go mocno długowłosa dziewczyna.
– Hej Boa. Rozgość się a ja zamknę drzwi.
– Dziękuję – obdarzyła go pięknym uśmiechem i powędrowała do Junsu, przytuliła go na powitanie.
Tylko, że ten uścisk trwał podejrzanie długo…
– Junsu? Możesz już puścić. – Powiedziała spokojnie.
– Co? A no tak! Przepraszam… – podrapał się po głowie zarumieniony – Ja tego… Pójdę nalać wam coś do picia – poszedł szybko do kuchni.
– Chodźcie do salonu – powiedział Micky.
Po chwili wszyscy siedzieli na kanapach i fotelach w pokoju.
Na jego środku stał nieduży szklany stolik a na nim osiem kolorowych szklanek z jabłkowo-wiśniowym sokiem, dzbanek i talerzyki z ciastkami.
Heechul co chwilę popijał ten napój. W końcu powiedział:
-Mój ulubiony smak…
– Taa… Widzimy. Pijesz już trzecią szklankę – Donghae spojrzał na niego lekko zirytowany.
– E tam, nie ma problemu. Niech pije ile chce – machnął ręką Max.
– Dziękuję. To kiedy jedziecie?
– Za jakieś dwadzieścia minut. – Odpowiedział Hero patrząc na zegarek.
– A właśnie. Chcielibyście z nami pojechać? – zaproponował Yunho.
– A to nie będzie problem? – zapytała Boa.
– Oczywiście, że nie. I tak pracujemy w tym samym miejscu.
– Aha, no to w takim razie z chęcią skorzystamy. Prawda chłopaki? – Spojrzała na Heechul’a, który cały czas siorbał swój ulubiony sok i Donghae, niezwykle przejętego tym, które ciastko ma wybrać z pośród podanych. – Taa… – Skomentowała dziewczyna.
– Na pewno skorzystają – uśmiechnął się do niej. – A czym przyjechaliście?
– Dużym suvem. Na nasze szczęście ośmioosobowym.
– O to super. To w sumie zaraz możemy jechać. Co nie Micky?
– Jasne. Zbieramy się – wstał z kanapy. – No dalej chłopaki, wstawać. Jedziemy – popatrzył na pozostałych.
– Ok – Donghae i Heechul odpowiedzieli chórkiem wstając z siedzenia i także w tym samym momencie zaczęli mówić.. – Ja prowadzę. Co?! To ja prowadzę! Nie ty! Ja!
Yoochun patrzył raz na jednego, raz na drugiego. W końcu nie wytrzymał ich kłótni.
– Ja uważam, że Donghae powinien prowadzić.
– Tak! – ucieszył się.
– Co? – spytał zawiedziony – Dobra niech będzie, ale następnym razem to ja siadam za kółkiem.
– Ok – kiwnął głową czarnowłosy chłopak.
Przyjaciele zaczęli opuszczać mieszkanie i kierowali się na parking gdzie stała pomarańczowa Kia, którą mieli pojechać do wytwórni.
Weszli do samochodu. Donghae i U-Know siedzieli z przodu. Tuż za nimi Micky, Boa i Max, a na samym tyle Hero, Heechul i Junsu.
W końcu ruszyli. W radiu grały przeróżne piosenki. Koreańskie i zagraniczne. Wszyscy ze sobą rozmawiali. Nagle chłopak z Juniorów siedzący z tyłu wpadł na pomysł. Chcąc się nim podzielić, krzyknął:
– Hej słuchajcie! Co wy na to, żeby pojechać inną drogą niż zwykle?
– A jaką? – odwrócił się do niego Micky.
– Zobaczycie – pomachał palcem – Ja nas poprowadzę. Tak więc Donghae słuchaj, będziesz jechał tam gdzie ja ci powiem.
– No dobra… – odpowiedział niepewnie.
– To na tym skrzyżowaniu w lewo!
– Ok – chłopak posłusznie wykonał zakręt we wskazaną stronę.
Jechali ponad godzinę. Oczywiście drogą wskazaną przez Heechul’a. Byli jakby w zupełnie obcym i nie znanym miejscu. Jedyne co teraz było im znajome, to piosenka, która włączyła się w radiu. Nosiła ona tytuł „Rising Sun’’. Kierowca usłyszawszy ją, pogłośnił radio.
– Bardzo dobry kawałek. Ale kto go nagrał?
– Eee… – Yunho spojrzał na niego.
– Chłopaki dają tu czadu – pokręcił głową.
– Dzięki, ale wiesz to…
– Super rytm. Kawałek dobry na imprezę. Powiem ci tak, ten zespół naprawdę dobrze śpiewa.
– Dziękuję ci, ale zdajesz sobie sprawę, że…
– Kurczę! Refren jest ekstra – dał jeszcze głośniej.
– Donghae… – popatrzył na niego.
– Tak? – kiwał głową do rytmu.
– To nasza piosenka.
– Co? – spojrzał na niego – A no tak! – zwrócił wzrok z powrotem na drogę – Faktycznie. Zapomniałem, przepraszam, ale gratuluję wam dobrej roboty.
– Tak, dzięki po raz trzeci… – patrzył także na jezdnię.
– Śpiewamy! – usłyszeli głos Heechul’a.
– Tak! – krzyknął uradowany Junsu.
Wszyscy śpiewali refren hitu lecącego w radiu. Świetnie się przy tym bawili. Tylko nie wiedzieli jednego. Nie wiedzieli, że już dawno wyjechali z Seulu… Z miasta, w którym znajdywała się wytwórnia.
– Gdzie jesteśmy? – spytał Hero patrząc przez okno.
– Nie mam pojęcia – odpowiedziała lekko przestraszona Boa.
– Zatrzymajmy się na chwilę – Zaproponował Max.
Stanęli na poboczu. Wokół nie było praktycznie żadnych domów. Tylko droga i pola. Prawie zero cywilizacji.
Wysiedli z samochodu. Zaczęli się rozglądać. U- Know patrzył uważnie w każdą stronę i w końcu stwierdził zrezygnowany.
– Zgubiliśmy się.
– No to kurde pięknie – skwitował Micky.
– Co? Ale jak to? – przerażona Boa podeszła do nich.
– Spytaj naszego wspaniałego GPS’a – Yoochun pokazał na Heechul’a.
– Heechul… – warknęła – Myślałam, że znasz tą „inną’’ drogę.
– Ja też… – podrapał się po głowie -Dobra przepraszam was . Naprawdę myślałem, że ją znam… Musieliśmy gdzieś źle skręcić.
– Taa… To z pewnością – zaczęła się znowu rozglądać.
– A może zamiast gapić się wciąż na okolicę, to zadzwonimy po kogoś? – zaproponował Micky.
– Dobry pomysł. – Powiedział Donghae wyciągając telefon. – Super… – powiedział z sarkazmem.
– Co jest? – zapytał Max.
– Nie ma zasięgu – schował go z powrotem do kieszeni.
– Ekstra – Hero opadły ręce.
– A może spróbujemy gdzieś pojechać? – spytał Junsu.
– A gdzie? Jechaliśmy tak skomplikowaną drogą, że to się w pale nie mieści. Jak pojedziemy gdzieś dalej, to jeszcze bardziej się zgubimy. – Powiedział Yoochun.
– Micky ma rację – zgodził się z nim Yunho – możemy co najwyżej spytać kogoś o drogę.
– Racja. A widzieliście gdzieś jakiś dom? Ludzi? – zapytała Boa.
– Nie… Chociaż czekajcie – Changmin zaczął bardzo uważnie przyglądać się jednemu punktowi – Tam jest jakieś domostwo – pokazał palcem na mały punkcik.
– Jesteś pewny, że to dom? – obok niego stanął Xiah.
– Tak myślę. Warto to sprawdzić. Donghae jedziemy – spojrzał na niego.
– Jasne – kiwnął głową i razem z resztą powędrował do samochodu.
Czarnowłosy chłopak przekręcił kluczyk w stacyjce i ruszył polną drogą.
Byli coraz bliżej celu. Widać było, że dom jest ogromny. Składał się z dwóch pięter i strychu.
Cały był wykonany z cegieł, szary z brązowym drewnianym dachem. Miał także jedną wyższą od całości wieżyczkę z wysoko osadzonymi oknami w kształcie łuku. Wejściem do niego był mały ganek. Otoczony był drewnianym płotem z furtką, która jak się okazało, była otwarta.
Wyglądał interesująco i intrygująco.
Donghae zaparkował przed płotkiem. Przyjaciele wysiedli z samochodu. Zaczęli uważnie przyglądać się budynkowi.
– Wygląda dość przerażająco… – przełknął ślinę Junsu.
– Zgadzam się. Jedziemy stąd – Heechul odwrócił się na pięcie i zaczął szybko iść, ale jego wędrówka nie trwała długo, bo ktoś go złapał za kaptur bluzy. Był to Micky. Pociągnął go w swoją stronę i powiedział.
– Nigdzie nie idziesz. Tutaj mogą mieszkać ludzie, którzy nam pomogą. Więc czy tego chcesz czy nie, wejdziemy tam.
– Dobra… – stanął obok niego ze spuszczoną głową.
– To co chłopaki? Idziemy? – spytała Boa.
– Jasne, chodźmy – powiedział Yunho.
Weszli na posesję i weszli od razu na ganek. Tuż obok szerokich drzwi znaleźli mały guzik od dzwonka.
Max go nacisnął. Usłyszeli dziwny dźwięk.
-Ale oldschool… – Skomentował Heechul. – Mogliby go wreszcie wymienić…
– Taa, to z pewnością. Spróbuję jeszcze raz.
Changmin ponownie nacisnął przycisk. Poczekali z trzy minuty i stwierdzili, że dalsze czekanie nie ma sensu.
Gdy się odwrócili ogarnęło ich ogromne przerażenie. Krzyknęli w tym samym momencie. Kompletnie się nie spodziewali, że ktoś tam będzie stał…
Była to niewysoka staruszka. Zdziwiona ich widokiem spytała.
-Kim wy jesteście?
– Jak pani? Kiedy pani? Jakim cudem? – Pytał Junsu nerwowo gestykulując.
– Byłam za domem. Usłyszałam czyjeś rozmowy i postanowiłam sprawdzić kto to. I pytam ponownie. Kim wy jesteście?
– Bo my… Się zgubiliśmy – Micky zszedł do niej.
– Taaak? – przyjrzała mu się.
– Tak – Donghae stanął obok Yoochun’a – Czy mogłaby pani nam powiedzieć jak dojechać do Seulu?
– Do Seulu? Hmm… Nie, ale mam jakieś mapy w domu. Mogę sprawdzić jeśli chcecie.
– Oczywiście. To dla nas bardzo wiele znaczy. Bylibyśmy ogromnie wdzięczni – pokiwał głową Micky.
– No dobrze – weszła na ganek i podeszła do drzwi. Wyjęła klucze z kieszeni i otworzyła ogromne drzwi. – Proszę wejdźcie – wskazała ręką na mieszkanie.
– Nie, naprawdę nie trzeba – Yunho uśmiechnął się do niej – My tu sobie poczekamy. Nie chcemy sprawiać pani problemów.
– Ależ to żaden problem – machnęła ręką – Wejdźcie. Napijecie się herbatki. Poczęstuję was ciastem…
– Ciasto? – za pleców U-Know wychylili się Heechul i Junsu.
– Tak. Domowe, pyszne, z owocami. Wyszło mi wyjątkowo dobre. To jak będzie? – popatrzyła na nich.
– Jeżeli chodzi o ciasto to z chęcią wejdziemy na parę minut – Heechul popchnął pozostałych do środka. Pomógł mu w tym równie zachłanny na słodycze, Xiah.

C. D. N.

A oto przed wami następny rozdzialik :mrgreen: Życzę miłego czytania 🙂

Rozdział 2

Znaleźli się w przedpokoju. Po ich prawej stronie znajdowały się szerokie drewniane schody. Naprzeciwko było wejście do kuchni, po lewej przejście do salonu.
Kobieta zaprosiła ich do stołu znajdującego się w ogromnej kuchni. Usiedli na krzesłach a babcia zagotowała wodę na herbatę i podała im obiecane ciasto.
Przy ścianie siedzieli Boa, Yunho i Micky naprzeciwko ich Donghae, Max i Junsu. Z kolei Heechul i Jusnu usiedli z brzegów stołu. Łasuchy najszybciej zajęli się pałaszowaniem ciasta.
Kobieta wyszła z pomieszczenia i przeszła do salonu w poszukiwaniu mapy.
Boa pijąc gorącą herbatę poczuła na plecach niesamowity chłód, przez co aż się zatrzęsła. Było to dość dziwne, bo w kuchni było ciepło.
Trochę się przestraszyła. Odwróciła się niepewnie do tyłu, ale za nią była tylko ściana pomalowana na kremowo, w której nie było nic dziwnego ani nadzwyczajnego. Nawet gdy ją dotknęła nie miała tak niskiej temperatury jaką poczuła wtedy na plecach.
Popatrzyła znowu przed siebie. Pomyślała sobie, że powinna o tym zapomnieć i w ogóle się nie przejmować. Wzięła łyk herbaty i zajęła się ciastem.
Po piętnastu minutach przyszła do nich babcia i z uśmiechem na twarzy, powiedziała.
– Mam nadzieję, że smakowało a teraz chcę was zaprosić do salonu. Tam mam wszystkie mapy, które powinny wam pomóc. Przejrzyjcie je sobie i jeśli któraś będzie dobra to weźcie ją sobie.
– Dobrze. I dziękujemy, ciasto było przepyszne – uśmiechnął się Donghae.
– Bardzo się cieszę. Chodźcie – machnęła lekko ręką i wyszła z pomieszczenia.
Wszyscy posłusznie poszli za staruszką. Weszli do salonu. Yunho i Micky postanowili przyjrzeć się mapom. Pozostali z kolei rozglądali się na około.
Pokój urządzony był w bardzo starym stylu. Meble, które tam stały miały tapicerkę w różne wzory. Głównie jakichś kwiatów. Ściany były pomalowane na bordowo, przy jednej z nich stała ogromna szafa z książkami. Stał tam też ogromny wykonany z szarego kamienia kominek, w którym nie było ani grama drewna. Wszystko co tam się znajdowało było dość zakurzone.
Yoochun i U-Know siedzieli przy małym stoliku i przeglądali mapy.
Misky oglądając jedną z nich otworzył szerzej oczy.
– Taa, z takimi mapami to my daleko zajedziemy… – skomentował chłopak.
– Co? – wychylił się zza jednej Yunho.
– Weź sobie zobacz datę. Masz ją na samym dole.
U-Know skierował swój wzrok niżej i ujrzał datę 1925r.
– Faktycznie… – powiedział – nie ma nawet paru ulic.
– No właśnie. Kto trzyma takie stare mapy w domu? Po co?
– Nie mam pojęcia. Albo to jakieś dziwne hobby, albo ktoś bardzo, bardzo stary mógłby je posiadać.
– To musiałby mieć ze sto lat.
– To prawda. I zobacz, nie ma nowszych map. Wszystkie są z 1925, 1920, 1915… Tylko takie tu są.
– No to lipa. – Micky rzucił ją na stół.
– A zauważyłeś, jakie to miejsce jest…
– Podejrzane, dziwne? Taa, zauważyłem Powinniśmy stąd jechać – wstał od stołu.
– Masz rację.
Po tych słowach usłyszeli straszny grzmot i po chwili ich oczom ukazywał się coraz to mocniejszy deszcz.
– Wiedział kiedy się rozpadać – skomentował zirytowany Yunho.
– Tak jest zawsze – przewrócił oczami Micky – To co? Mówimy staruszce, że się zbieramy, nie?
– Tak. Przecież tu nie zostaniemy, a szef pewnie już czegoś dostaje…
– Oj to na pewno! Tyle godzin spóźnienia, to każdy by się wkurzył.
– To prawda. Chodź powiemy jej, że jedziemy.
– Jasne.
Gdy się odwrócili staruszki nigdzie nie było. Widzieli tylko swoich przyjaciół.
– Byłem pewny, że tu jest… – Yoochun poczochrał się po głowie.
– Ja też… Dobra poczekajmy na nią. Może zaraz przyjdzie – stwierdził U-Know.
– Ok – Micky podszedł do kanapy i usiadł obok Max’a, który przeglądał jedną z książek.
– I co? – Spytał przewracając jedną kartkę.
– Lipa. Te mapy są przestarzałe.
– Co? Jak to? – Spojrzał na niego.
-Changmin one są z 1920… – odwrócił się w jego stronę – nie ma na nich nawet niektórych dróg. Są po prostu bezużyteczne, lepiej sprawdź z którego roku jest ta książka – pokazał na nią palem.
Chłopak niepewnie popatrzył na pierwszą stronę. Widniała tam data 1910.
– Aha… Wszystko tutaj jest takie stare? –Spojrzał na niego.
– Sądzę. Że tak. Z tym domem jest coś nie tak… Nie wiem dokładnie co, ale coś tu nie gra… A widziałeś może gdzie poszła ta staruszka?
– Nie – pokręcił głową.
– Szkoda. No dobra, poczekamy tu na nią – rozsiadł się wygodniej w kanapie.
Tymczasem Junsu rozmawiał sobie z Heechul’em. Hero z Donghae a Boa chodziła po pokoju i oglądała obrazy.
Stanęła przy jednym. Był dość spory. Wyglądał bardziej jak zdjęcie w złotej ramie. Przedstawiała rodzinę. Dwójkę młodych ludzi, kobietę i mężczyznę, dziewczynkę i babunię. Było czarno białe i trochę niewyraźne. Nagle ujrzała coś co ją zaniepokoiło.
– Yunho, chodź na chwilkę – odwrócił się w jego stronę.
– Już idę – oglądał jedną z książek stojąc przy regale. Odłożył ją na miejsce i podszedł do niej – no co jest?- Zobacz w tle jest ten sam dom. Wygląda identycznie – pokazała na zdjęcie – a na dole jest data. Lepiej spójrz jaka.
– 1920… – wyszeptał przyglądając się jej – znowu to samo… – spojrzał na nią.
– Jak to znowu? – także na niego popatrzyła.
– Ma mapach, które przeglądaliśmy z Micky’m były daty 1925, 1920 i wcześniejsze a słyszałem, że w książce, którą czytał Max było tak samo.
– Czyli wszystko jest tak stare? To ile lat ma ta babcia? Na tym zdjęciu wygląda bardzo podobnie…
– Chyba tak… Ale wiesz to wcale nie musi być ona. To mogą być jej przodkowie a jest na przykład z tych czasów i odziedziczyła ten dom.
– Może masz rację…
– Nie martw się z siedmioma chłopakami nic ci nie grozi – uśmiechnął się do niej.
– To z pewnością – odwzajemniła uśmiech i nagle poczuła ten sam chłód co w kuchni. Tylko tym razem przeszedł całe jej ciało a do tego był jeszcze bardziej przerażający niż poprzednio. Rozglądała się naokoło, ale nie widziała nic niepokojącego.
Gdy spojrzała znowu na obraz poczuła na swoim lewym ramieniu dłoń. Była chłodna i obca. Nie spojrzała za siebie, bo za bardzo się bała. Ciężko oddychała.
Wreszcie gdy postanowiła sprawdzić co to, nagle zniknęło. Popatrzyła za siebie, na Yunho i gdy spojrzała w lewo tuż obok niej stała staruszka, która przyglądała jej się niezwykle przerażającym wzrokiem. Pojawienie się jej było tak nagłe, niespodziewane i straszne, że dziewczyna aż krzyknęła i wskoczyła w ramiona U-Know. Chłopak kompletnie nie wiedział o chodzi.
Wszyscy zaskoczeni tym zdarzeniem podbiegli do nich. Tak samo jak Yunho nie wiedzieli co się stało.
Micky podejrzliwie spojrzał na babcię i spytał.
– Kiedy pani tu weszła?
– Przed chwilą – odparła staruszka.
– Ale jak? Nie było słychać, żeby pani wchodziła a przed chwilą patrzyłem na drzwi. A do tego przestraszyła pani na śmierć naszą przyjaciółkę – wskazał na Boę, która cały czas trzęsąc się wtulała się w Yunho.
– Ojej. Przepraszam cię dziecko, nie wiedziałam, że cię wystraszę. A co do tego wejścia to mam to do siebie, że cicho się poruszam, tak że prawie tego nie słychać.
– Jasne – powiedział po cichu Yoochun składając ręce na piersi.
– Przyszłam do was z małą propozycją – podniosła wskazujący palec do góry z uśmiechem na twarzy – Brzmi ona tak: Radziłabym wam się zatrzymać tutaj do jutra, bo deszcz może padać cały dzień. Do tego ta burza. To bardzo niebezpieczne jechać w taką pogodę… A ja wam zapewnię dach nad głową, ciepło, pożywienie…
– No nie wiem… – Hero podrapał się w tył głowy.
– Oj zgódźcie się. Uszczęśliwicie biedną staruszkę…
– Zastanowimy się – powiedział Donghae – mogłaby pani zostawić nas na chwilę samych?
– Oczywiście – Kiwnęła głową i opuściła pomieszczenie.
Gdy przyjaciele poczuli, że są sami wtedy Junsu zapytał.
– Boa, co jest? Ani razu na nią nie spojrzałaś…
– Właśnie, co jest? – Spojrzał na nią Heechul.
– To było straszne… – usłyszeli słaby głos dziewczyny, która cały czas wtulała się w chłopaka.
– Rozumiem, że się wystraszyłaś, bo wyskoczyła jak Filip z konopi, ale żeby aż tak? – Zdziwił się lekko Donghae.
– Bo… – odwróciła się do nich – eee… – zarumieniła się i poprosiła Yunho – już możesz mnie postawić.
– Co? – Spytał zdezorientowany i nagle go olśniło – a no tak, już. – Postawił ją na równe nogi.
– No więc, w tym domu już dwa razy poczułam taki okropny chłód. I za każdym razem po tym uczuciu ona się pojawiała. Ale tym razem czułam cos jeszcze. Ktoś położył dłoń na moim lewym ramieniu. To było okropne i właśnie po tym ona mi wyskoczyła i zmierzyła takim morderczym i strasznym spojrzeniem, że nie wyrobiłam – złapała się za głowę.
– Teraz rozumiem – pokiwał głową Donghae.
– Ja też. Wiecie co? Ten dom jest nienormalny – rozejrzał się Micky.
– To mało powiedziane, ale przynajmniej ciasto było dobre – stwierdził Junsu.
– O i tu masz rację – zgodził się z nim Heechul.
– Wy tylko o tych słodyczach – przewróciła oczami Boa.
– Nie moja wina, że było takie dobre – powiedział Xiah.
-Właśnie to nie jego wina – Heechul położył mu dłoń na ramieniu.
– Może weźmiemy sobie po jeszcze jednym kawałku mój przyjacielu? – Spojrzał na niego.
– Oczywiście. Chodźmy – oboje powędrowali do kuchni.
– To co robimy? –Hero popatrzył na pozostałych.
– Ja bym radziła stąd jechać.
– To wiadomo, ale słyszeliście, że na drogach jest niebezpiecznie. Patrzcie jak leje – Max pokazał na okno.
– No tak, racja… – potwierdził jego słowa Yunho.
– Ale chyba nie chcecie tu zostać? – Spytała.
– Owszem, ale chyba nie ma innego wyjścia – powiedział Donghae.
– No nie… – załamała się – jak mamy tu wytrzymać do jutra?
– Damy radę. Chyba, że wcześniej przestanie padać, to spadamy – pocieszył ją Micky.
– Oby przestało – złożyła ręce.
Wtem usłyszeli dźwięk tłuczonego się szkła pochodzący z kuchni.
Przyjaciele szybko zerwali się do biegu. Gdy znaleźli się w pomieszczeniu, zastali Heechul’a i Junsu z pełnymi ustami ciasta, którzy patrzyli na rozbitą szklankę leżącą na podłodze.
– Co zrobiliście? – Micky pokazał na szkło.
– To samo … – Xiah próbował się wytłumaczyć.
– Samo? – Zdziwił się Max.
– No tak. Rzuciła się na nas z tej półki – Heechul pokazał na wiszącą półeczkę pełną kolorowych szklanek.
– Co? Jak niby? Szkło nie żyje i nie rzuca się na ludzi – powiedział Yoochun.
– Ale serio… Przecież tego nie wymyśliliśmy. Przyszliśmy sobie do kuchni na ciasto a nie żeby robić bajzel… – mówił Junsu.
– Wydaje mi się, że mogą mieć rację – Yunho spojrzał na pozostałych – prawda jest taka, że ten dom jest… – nie dokończył zdania. Usłyszeli ponowny huk a chłopak z zamkniętymi oczami zaczął lecieć na podłogę, a ponieważ Donghae stał obok niego prędko go złapał. U-Know był nieprzytomny…
– Yunho! – Boa podbiegła do niego i Donghae.
– Stary co ci jest?! – Raper z Juniorów potrząsał nim, ale on nie dawał żadnych znaków życia.
– To szklanka! – Wrzasnęli w tym samym momencie Heechul i Junsu – oberwał z całej siły – dokończył Xiah.
– Boże… – powiedziała przerażona dziewczyna.
Wszyscy byli tak samo wystraszeni tym co się wydarzyło.
– Ktoś nie chciał, żeby dokończył to zdanie… – przełknął ślinę Hero.
– Masz rację… – zgodził się z nim Max.
– Co tu się dzieje? – Do środka weszła staruszka i przestraszona tym co zastała ponownie zadała pytanie – co się stało temu chłopcu?
– Jest ranny – odpowiedział zły Yoochun.
– Ojej, biedactwo. W dodatku zemdlał… Słuchajcie myślę, że to przez to ciśnienie. Wiecie tu jest strasznie gorąco i do tego duszno…
– Co? To nie przez to. Ten dom jest…
– Może weźcie go do pokoju na górę by mógł biedaczek odpocząć – staruszka wcięła się Micky’emu w środku zdania – tam jest bardzo wygodne łóżko. Będzie mógł sobie odpocząć, a gdy wstanie dostanie ciepłej herbatki. No chodźcie – machnęła ręką z lekkim uśmiechem na twarzy.
– Zrobimy to tylko dla dobra Yunho – zgodził się niechętnie Donghae.
– Dokładnie – Micky podszedł do niego i wziął U-Know za nogi a Donghae za ręce.
Chłopcy szli na samym przodzie za starszą kobietą a reszta podążała za nimi.
Wchodzili po szerokich drewnianych schodach, które pod wpływem ich ciężaru strasznie skrzypiały.
Weszli na długi dość wąski korytarz, na którego końcu było wejście na strych i skręt do jeszcze innego pokoju. Kobieta zaprowadziła ich do ostatniego pokoju po prawej. Otworzyła drzwi i zaprosiła do środka.
W pomieszczeniu stało wielkie łóżko na którym położyli nieprzytomnego przyjaciela. Staruszka zapowiedziała, że przyjdzie z herbatą gdy tylko się obudzi.
Boa i Max usiedli na łóżku. Micky i Donghae na fotelach stojących przy oknie, Heechul, Junsu i Hero na niedużej kanapie. Między tymi meblami stał niewielki drewniany stoliczek.
– Ona nas tu przetrzymuje – powiedział JaeJoong.
– No pewnie, że tak – potwierdził Micky – a zauważyliście coś?
– Co takiego? – Spytał Heechul.
– Jakoś nikt nie może nigdy powiedzieć o tym domu, że jest nawiedzony. Zawsze ktoś lub coś wchodzi mu w środek zdania. Mi ta staruszka a Yunho ta przeklęta szklanka.
– To prawda… – ściszyła głos Boa – oby szybko się obudził, bo musimy stąd wiać – spojrzała na Yunho.
– No właśnie… No stary obudź się… – popatrzył na niego Donghae.
Na korytarzu było cicho, ale nagle usłyszeli bardzo ciężkie kroki. Ten ktoś lub coś bardzo szybko zmierzało w kierunku ich pokoju.
Na dworze lało, było pochmurno i co jakiś czas uderzały pioruny. Przez to w pokoju było jeszcze straszniej.
Przyjaciele spojrzeli na siebie przerażeni.
– Co to? – Spytał Heechul.
– Nie mam pojęcia, ale to na pewno nie ta staruszka – Yoochun wstał z fotela – jest gdzieś klucz do tych drzwi?
– Czekaj chwilkę – Max zaczął szybko przeszukiwać szafki. W końcu natrafił na półkę z książkami gdzie leżał mały kluczyk – mam!
– Szybko rzuć mi go! – Krzyknął Micky stojąc przy drzwiach.
Chłopak prędko rzucił go przyjacielowi a ten natychmiast wsadził go do zamka i przekręcił. Wtedy poczuł jak coś z całej siły uderzyło w drzwi.
Uderzenie było tak silne, że aż go odrzuciło, ale utrzymał się na nogach.
– To zdecydowanie nie była ta staruszka – powiedział dysząc.
– No pewnie, że nie. Więc co? – Zapytał przerażony Junsu.
– Coś złego – odpowiedział Donghae z poważną miną.
– Takie rzeczy dzieją się w filmach! Horrorach! A nie naprawdę – mówił oburzony Hero.
– No co ty nie powiesz? – Micky usiadł z powrotem na fotelu – teraz to się dzieję naprawdę i musimy uciekać, bo tu zginiemy a to zdecydowanie nie będzie fajne…
– Oj tak… – pokiwał głową Junsu.
– Że też musieliśmy trafić na taki nawiedzony dom… – spuścił głowę Donghae.
– Taa… widać takie nasze szczęście… – powiedział Max.
– Ała…
Powiedział ktoś słabym głosem. Wszystkim w tym momencie spadł kamień z serca. Poczuli niezwykłą ulgę.
Yunho trzymając się za tył głowy powoli usiadł na łóżku.
– U-Know bracie! – Krzyknął uradowany Heechul.
– Tak to chyba ja… Ale co ja tu robię? Co my wszyscy tu robimy? I w ogóle skąd Heechul ma znowu ciasto? – Pokazał na kawałek, który był akurat zjadany przez jego przyjaciela.
– To ja ci odpowiem na te wszystkie pytania – uśmiechnęła się do niego Boa – a więc jakiś wredny, podły, głupi, durny, chory, nienormalny… – on i pozostali przyglądali się jej jak wymienia te wszystkie przezwiska – idiotyczny, niezrównoważony psychicznie, okrutny duch uderzył cię szklanką w głowę i zemdlałeś. Dlatego babcia zaproponowała nam, żebyśmy zabrali cię na górę do pokoju byś mógł się obudzić. A co do Heechul’a… To nie mam pojęcia, ale znając jego to pewnie je przemycił.
– No ba! Takie dobre miałoby się zmarnować… – prychnął i zaczął jeść następny kawałek w towarzystwie Junsu.
– Jezu chłopie ty się zasłodzisz… – patrzyła na niego szeroko otartymi oczami.
– Ja rozumiem, że mógł przemycić jeden kawałek… Ale on wziął całą tacę! – Yunho pokazał na zażerających się przyjaciół.
– E tam, nie przejmuj się nimi. To już jest po prostu uzależnienie… – machnął ręką Micky.
– No właśnie… – zgodził się z nim Donghae – a tak w ogóle, świetnie, że się już obudziłeś – uśmiechnął się – a druga rzecz to to, że musimy się zastanowić jak stąd uciec…
– Przez okno! – Błysnął Xiah.
– Taa przez okno… Naprawdę chcesz tak marnie zginąć? Próbujesz uciec przed tym co się chce ciebie pozbyć i sam się zabijasz… To bez sensu – powiedział Yoochun.
– Może i bez sensu, ale przynajmniej coś wymyśliłem… Liczą się dobre chęci.
– Ależ oczywiście, że tak. To co? Jakieś inne propozycje? – Micky spojrzał na pozostałych.
– To może zamiast rzucać się przez okna, to wyjdziemy frontowymi albo tylnymi drzwiami? – Zaproponował Yunho.
– Dobry pomysł – potwierdził Max – tylko…
– Tylko co? – Zapytał U-Know.
– Nie wiemy czy korytarz jest bezpieczny, bo gdy leżałeś nieprzytomny cos złego próbowało tu wejść.
– Aha… Dobra sprawdzę to – wstał z łóżka i podszedł do drzwi.
– Ale… Ale jesteś pewny, że wszystko jest już ok? Dopiero co leżałeś, bo jakiś duch cię zaatakował – mówiła zaniepokojona Boa.
– Nie martw się. Poradzę sobie. Tym razem nie dam się tak łatwo.
– No dobra, to w razie czego wołaj, ok? – Spytał Donghae.
– Jasne.
Przekręcił kluczyk w zamku. Nacisnął delikatnie klamkę, uchylił drzwi i wyjrzał. Po chwili wyszedł na zewnątrz.
Zostawił je otwarte, więc był w zasięgu ich wzroku.
Widzieli jego zdziwienie na twarzy i jak przechylał głowę w prawo wyraźnie się czemuś przyglądając.
– Co tam widzisz? – Spytał Micky.
– Dziecko – popatrzył na niego.
– Dziecko? – Powtórzył to słowo zdziwiony i podszedł do niego – Ty… faktycznie…
– Jak wygląda? – Zapytał zaciekawiony Heechul.
– To dziewczynka. Ma z dziesięć lat, brązowe długie włosy i białą sukienkę. Stoi na końcu korytarza ze spuszczoną głową. W ogóle się nie rusza, tylko stoi…
– To jak z horroru jakiegoś… – skomentował Junsu.
– Chcę ją zobaczyć – Boa wstała z łóżka i podbiegła do Micky’ego i Yunho – wygląda ciut przerażająco. Ale skąd ona się tu w ogóle wzięła? Staruszka nie wspominała, że ma wnuczkę…
– No właśnie – Spojrzał na nią U-Know – To jest dziwne.
– Nawet bardzo – Powiedział Yoochun – Ale czemu się nie rusza. Nawet nie drgnęła…
– Może się boi – wzruszyła ramionami Boa.
– Ale my jesteśmy ci dobrzy. Podejdę do niej i zagadam – rzucił Yunho.
– Nie lepiej nie! – Powstrzymał go Junsu.
– Czemu? To tylko małe dziecko, co ono może zr…
– Dużo może zrobić – wciął mu się Heechul – „Ring” oglądałeś? A „Dark Water”? Stary! Tam też były dzieci i wcale tak przyjaźnie się nie zachowywały. I też nie było im widać twarzy, no i jak się później okazywało urodą nie grzeszyły.
– Ma rację – pokiwał głową Hero – ja bym nie ryzykował na waszym miejscu. Ten dom jest nawiedzony… A jeżeli ona jest duchem?
– Duchem? A niech se będzie, ale jak mamy ją wyminąć? Stoi w przejściu – Donghae stał obok Boy i także ją obserwował.
– Nie wiem… Ale radzę wam, wejdźcie do pokoju – powiedział Junsu.
– No dobra – zgodził się Yunho i cała czwórka weszła do środka.
Usiedli na fotelach, łóżku i zaczęli rozmyślać co dalej.
– Tu się robi coraz straszniej… Musimy stąd wiać jak najszybciej – mówiła Boa.
– To prawda – pokiwał głową Hero – Może ta dziewczynka zaraz pójdzie i będziemy mogli wyjść?
– Może… A tak w ogóle, która jest godzina? – Spytał Donghae.
– Dwunasta – Micky spojrzał na duży stojący zegar i po chwili dodał- Eee… Nie, nie jest dwunasta. Ten zegar nas oszukuje. Minęło za dużo czasu, żeby było dopiero południe.
– Masz rację – Max patrzył na zegarek w telefonie – jest już trzecia.
– No to nieźle – skwitował Heechul – i zobaczcie jak jest ciemno – pokazał na okno.
– Pada, czarne chmurzyska i do tego grzmoty… wspaniale – powiedział z sarkazmem Micky.
– No beznadzieja… – Boa spuściła głowę i gdy podniosła wzrok ujrzała parę metrów przed sobą ciemne drzwi – Co to są za drzwi? – pokazała na wejście.
– Nie mam pojęcia… Ale dlaczego ich nie zauważyliśmy? – Zdziwił się Junsu.
– To pewnie przez te emocje, strach i w ogóle- stwierdził Max.
– Pewnie tak – Micky wstał z fotela i podszedł do nich – sprawdzimy?
– Jasne – Yunho stanął po chwili obok niego.
Yoochun nacisnął klamkę i ostrożnie zaczął je otwierać. W pomieszczeniu było bardzo ciemno .
Micky wyjął telefon z kieszeni i poświecił nim. Nie dawał zbyt wiele światła, ale przynajmniej widzieli choć trochę.
– To łazienka – stwierdził Yoochun.
– Faktycznie. A jakiś włącznik światła tu jest? – Yunho wszedł do środka. Wchodząc zauważył po swojej prawej stronie duże prostokątne lustro. Rzucił na nie okiem dosłownie sekundę, ale właśnie w tak krótkim czasie zauważył cień innej osoby.
Postanowił nie zaprzątać sobie tym głowy i nadal szukał włącznika światła.
Po paru sekundach go znalazł i oświetlił pomieszczenie. Teraz ujrzeli łazienkę w całej okazałości. Była dość spora. Po prawej stronie stał ciągnący się do końca blat a w nim znajdowała się dość szeroka umywalka. Nad nią wisiało szerokie lustro w złotej ramie.
Z kolei po lewej znajdowała się dość spora wanna. Wszystko było w kolorze białym a raczej pożółkłym…
– No to jakby ktoś chciał skorzystać z łazienki to jest tuż obok – powiedział U-Know.
– Dokładnie. No dobra, chodźmy – machnął ręką Micky.
Wyszli i usiedli na fotelach. Rozmyślali co zrobić dalej…
Po piętnastu minutach Boa wstała z łóżka i zaczęła iść w stronę łazienki.
– Zaraz przyjdę – powiedziała i zamknęła za sobą drzwi.

C. D. N.

Wreszcie udało mi się przepisać trzeci rozdział…
Mam nadzieję, że się spodoba. Życzę miłej lektury :mrgreen:

Rozdział 3

– Wiecie co jest dziwne? – Zapytał Max po chwili.
– Co takiego? – Spytał Heechul.
– To, że już od dobrej godziny nie widzieliśmy tej staruszki. Powiedziała, że przyjdzie gdy tylko Yunho się obudzi, ale coś jej nie widać. Zawsze do nas zaglądała. Jesteśmy przecież dla niej obcymi ludźmi. Nie interesuje jej co robimy w jej pokoju? Powinna zajrzeć przynajmniej raz.
– Masz rację – potwierdził Donghae – to faktycznie trochę dziwne. Ciekawe gdzie teraz jest?
– Pewnie gdzieś na dole – U-Know rozsiadł się wygodniej w fotelu – a zauważyliście ile tu jest pomieszczeń? Jedna, przepraszam dwie osoby mieszkają w tak wielkim domu i to na takim odludziu?
– No właśnie, czy dziecko nie powinno chodzić do szkoły? – Spytał Micky.
– Powinno, ale to dziecko nie wygląda mi na normalną dziewczynkę – powiedział Hero.
– No, mi też – pokiwał głową Junsu – ten dom jest nienormalny… że też trafiliśmy akurat na taki nawiedzony – mówił załamany.
– Takie nasze szczęście – wzruszył ramionami Micky – ciekaw jestem kiedy stąd wyjdziemy.
– Oby jeszcze dzisiaj – spojrzał na niego Donghae.
– Oby… A jak tam głowa Yunho?
– Lepiej, dzięki. A tak w ogóle, jak wy mnie tu wciągnęliście po tych schodach?
– To nie był problem – machnął ręką Yoochun – co nie Donghae?
– Pewnie, że nie – uśmiechnął się- na nasze szczęście jesteś dość lekki.
– No jestem, bo nie zżarłem tyle tego ciasta co niektórzy – zaśmiał się.
– Ale wcale nie zjedliśmy tak dużo – oburzył się Heechul.
– Jak wie o kogo chodzi – powiedział śmiejący się Max.
– Noo… domyśliłem się. Zjedliśmy tylko parę kawałków…
– Parę? – Powtórzył Micky – Wchłonęliście całą tacę!
– No właśnie, nie wyprzecie się tego – potwierdził Yunho.
Wszyscy zaczęli się śmiać, poza Heechul’em i Jusnu, którzy patrzyli na siebie zdziwieni.
– Ja nie wiem o co im chodzi, a ty? – Spytał Xiah.
– Ja też nie, ale dobre było nie?
– No pewnie.
– A ci znowu o tym cieście – mówił śmiejący się Hero.
– No bo my lubimy! – Krzyknęli równocześnie.
Ich reakcja spowodowała ponowny wybuch śmiechu ich przyjaciół.
Gdy wszyscy się uspokoili, zapadła chwilowa cisza.
Yunho spojrzał przypadkiem na podłogę tuż przy drzwiach łazienki. Zamarł i powiedział cicho.
– Woda…
– Co? – Zapytał Donghae.
– Dużo wody, zobacz jaka kałuża – wstał z fotela i pokazał na podłogę.
– Kurde, faktycznie. Zapukaj do Boy.
– Boa! – Walił w drzwi, ale nie usłyszał żadnej odpowiedzi.
– Musimy tam wejść! – Micky stanął obok niego.
– Janse – nacisnął klamkę i szybko wszedł do środka – o kurczę.
Podbiegł do dziewczyny, która nieprzytomna leżała na podłodze. Cała łazienka była zalana. Z wanny i umywalki wylewała się woda.
– Szybko U-Know! Musimy zakręcić krany! – Yoochun wbiegł do środka.
Chłopcy próbowali z całych sił zakręcić zlew i wannę, ale to nic nie dawało. Co gorsza gdy reszta chciała podbiec, by im pomóc drzwi nagle się zatrzasnęły.
Byli uziemieni. Gdy chcieli je otworzyć, one ani drgnęły.
– No nie! – Krzyknęli w tym samym momencie.
Wody mieli po kostki, a Boa wciąż leżała nieprzytomna.
Yunho podszedł do niej i próbował ją ocucić, a Micky w tym momencie starał się otworzyć drzwi. On je pchał a przyjaciele z drugiej strony ciągnęli.
– Zatrzasnęły się na dobre! – Donghae spojrzał na Maxa, który mu pomagał.
– No wiem! Hero chodź!
– Już idę! – We trójkę ciągnęli za klamkę, ale to nic nie dawało.
– To jest nienormalne! – Yoochun przestał pchać – A co z Boą? – przykucnął przy nich.
– Żyje, ale nadal jest nieprzytomna. Nie wiem co mogło jej się stać – popatrzył na niego a potem znowu na dziewczynę – Boa obudź się! Otwórz oczy! – lekko nią potrząsał.
– Właśnie! Otwórz oczy!
– Yunho? – Spytała z wąsko otwartymi oczami.
– Tak, to ja – powiedział z wyraźną ulgą.
– O Micky… – popatrzyła na niego – co się stało?
– Łazienka jest zalana, a ty chyba zemdlałaś – odpowiedział Yoochun.
– O…
– Chodź, pomogę ci wstać – U- Know objął ją i powoli odniósł do góry.
– Dziękuję – patrzyła na niego lekko zarumieniona.
– Nie ma za co – uśmiechnął się, ale po chwili spoważniał – Micky, musimy wywarzyć te drzwi.
– Pomyślałem o tym samym. Spróbujemy?
– Jasne. Chodź.
Stanęli na końcu łazienki, przygotowywali się do biegu i wyważenia wejścia.
– Trzy… Czte… ry! – powiedział Yoochun i zaczęli biec.
– Aaaaa! – krzyczeli oboje.
– Udało się! – Ucieszył się Donghae otwierając drzwi.
Chłopcy zrobili tylko okrągłe oczy, bo już nie mogli się zatrzymać. Wparowali do pokoju upadając na podłogę.
– Ooo… – obaj się skulili.
– Łał. Dobre to było – powiedział z entuzjazmem Heechul przyglądając im się.
– Zależy dla kogo – Micky zaczął podnosić się z ziemi.
Chwilę potem wszyscy znaleźli się w pokoju. Max zamknął drzwi i pytająco spojrzał na pozostałych.
– Idziemy stąd?
– Tak i to szybko – Yunho podbiegł do drzwi – chodźcie! Droga wolna! – machnął ręką.
Wszyscy posłusznie pobiegli za nim gdy nagle na końcu korytarza stanęła ta sama dziewczynka. W identycznej pozycji co poprzednio. Odruchowo się zatrzymali.
– Kiedy ona tu przyszła? – Zdziwił się Hero.
– Słuchajcie – Boa stanęła przed chłopakami – według mnie powinniśmy podejść do tego dziecka nie uważacie?
– Może… – odpowiedział niepewnie Yunho – to co postanawiasz?
– Hmm… Chodź – pociągnęła chłopaka za rękę i poszła z nim do dziewczynki. Przyjaciele przyglądali im się z daleka.
Dziewczyna przykucnęła przy niej i powiedziała.
– Cześć jestem Boa –uśmiechnęła się – jak masz na imię?
– Eliza – odpowiedziała ledwo słyszalnym głosem.
– A ja jestem U-Know – przykucnął obok swojej przyjaciółki – mieszkasz tutaj?
– Mieszkałam.
– Jak to mieszkałaś? – otworzył szerzej oczy.
– Musicie stąd uciekać.
– Co? – Spytała Boa – Jak to uciekać?
– W tym domu jest wielkie zło.
– Jakie zło?
– Które chce was zniszczyć. Uciekajcie stąd jak najszybciej.
– A… ale kim ty jesteś? – Dziewczyna próbowała się czegoś o niej dowiedzieć, lecz wtem zerwał się niesamowity wiatr. Był tak silny, że kucających przyjaciół aż przewrócił na ziemię, a ci którzy stali musieli usiąść, bo nie mogli utrzymać się na nogach. Koledzy dla bezpieczeństwa siedzieli bardzo blisko siebie a Yunho przytulił do siebie Boę, by mogli spokojnie przeczekać wichurę.
Parę sekund później przestało wiać i nastała niezwykła cisza.
– Już po wszystkim? – Spytała Boa , podnosząc niepewnie głowę.
– Chyba tak – oboje zaczęli podnosić się z ziemi.
– Słyszeliście to? – Max i reszta podeszli do nich – Mówiła, że tutaj jest zło, a jak wiecie już się o tym przekonaliśmy. I mieliśmy rację, że z nią jest coś nie tak. Ta dziewczynka jest duchem – pokazał na miejsce gdzie stało dziecko, a teraz było ono puste.
– Faktycznie… – potwierdził Donghae.
– Słuchajcie. To jest nienormalne. Tak się dzieje w filmach, horrorach a nie naprawdę – Junsu złapał się za głowę.
– Masz rację. Ale musimy dać radę i stąd uciec – Hero położył mu dłoń na ramieniu.
– O niczym innym teraz nie myślę… – spojrzał na niego.
– Dobra, chodźmy – powiedział Micky.
Przyjaciele szli przez korytarz. Chcieli jak najszybciej znaleźć się na dole, wyjść stąd i odjechać jak najdalej.
Schodzili już po schodach, które pod wpływem ciężaru strasznie skrzypiały. Na ich końcu stała staruszka. Zdziwiona tym, że idą tak szybkim tempem zapytała.
– A gdzie wy się wybieracie? Nie zostaniecie na obiedzie?
– Niestety nie. Podziękujemy. Naprawdę się śpieszymy, bo musimy jechać do pracy. Już za bardzo się spóźniliśmy. Ale dziękujemy pani za wszystko. Za dach nad głową, za posiłek. Jesteśmy naprawdę wdzięczni – Yunho uśmiechnął się i wyminął kobietę. Wszyscy zrobili tak samo i stanęli przed wyjściowymi drzwiami.
– Ale nie możecie – usłyszeli za sobą jej głos – tam leje, jest niebezpiecznie na drogach…
– Wiemy to, ale będziemy ostrożni. Niech się pani nie martwi. Jeszcze raz dziękujemy, do widzenia – U-Know nacisnął klamkę, ale drzwi ani drgnęły – Co jest? Zamknęła je pani? – odwrócił się do niej.
– Tak, bo wy nie możecie stąd jechać. Ja się wami dzieci zajmę… Tu będzie wasz nowy dom.
– Że co?! – Wrzasnęła Boa – Czemu?!
– Nie krzycz kochanie. Będzie dobrze – lekko się uśmiechnęła – domostwo jest ogromne wszyscy się pomieścimy. Dawno nie miałam gości, a teraz nie chcę ich stracić.
– Niestety nie skorzystamy – odpowiedział Yoochun – Yunho jedziemy stąd.
– Jasne. Gdzie są klucze? – Spojrzał na nią.
– Nie ma.
– Jak to nie ma? Muszą być, bo jak inaczej zamknęłaby pani te drzwi?
– Nie ma. Pozbyłam się ich. Są niepotrzebne.
– Nie no. To jest nienormalne – załamał się Donghae.
– Może jest tylne wyjście? – Yunho poszedł do kuchni, w której najczęściej znajdowały się takie drzwi. Znalazł je, ale także były zamknięte.
– Mówiłam. Zostaniecie tu ze mną. Będzie dobrze .
– Nie będzie – wyminął ją.
Gdy wyszedł na przedpokój ona tam stała i patrzyła na niego z bardzo poważnym wyrazem twarzy.
Było to dla niego straszne, ale teraz wszystko poukładał sobie w głowie. Wiedział, że tylko on i jego przyjaciele są tutaj normalnymi ludźmi, i że ten dom jest nawiedzony, i niebezpieczny.
Chciał ją wyminąć, ale szybko stanęła mu na drodze.
– Nie możecie stąd odejść. Zostaniecie tu ze mną na zawsze.
– O nie – pokręcił głową i natychmiast ją wyminął, i podszedł do swoich kolegów.
– Nie możecie, rozumiecie? Jeżeli już weszliście do tego domu, to z niego nie wyjdziecie – odwróciła się do nich.
– Coo?! – Krzyknął Heechul – słuchajcie, ona jest nienormalna…
– Nienormalna mówisz? Dobrze… – spuściła lekko głowę – Jeżeli tak tego chcecie to proszę bardzo. Będziecie mieszkać w tym domu jako duchy!!! – W tym momencie rozpłynęła się w powietrzu i zapadła przerażająca cisza. Wywołująca ciarki na całym ciele.
– Mam złe przeczucia… – powiedziała cicho Boa.
Nagle stało się coś czego kompletnie się nie spodziewali. Z kuchni zaczęły wylatywać przeróżne naczynia. Talerze, kubki, sztućce…
Wszystkie leciały wprost na nich i to dosyć szybko.
– Wiejemy! – Junsu zerwał się do biegu a razem z nim pozostali.
Z kolei za nimi cały kuchenny arsenał.
– Micky głowa w dół! – Ostrzegła go Boa.
Chłopak w samą porę się schylił i dzięki temu uniknął zderzenia z talerzem, który rozbił się na ścianie.
– Ło! Dzięki – odwrócił się do niej, ale po chwili stanął, bo widmo zagrodziło im drogę.
Niespodziewanie wszystko zaczęło lecieć na Heechul’a.
– Aaaaaa!!! Mordercze szklanki znowu atakują! – Szybko wyminął swoich przyjaciół i zaczął uciekać po całym przedpokoju.
– Co robimy?! – spytał przerażony Hero.
– Nie wiem – odpowiedział Donghae nerwowo się rozglądając – o patrzcie! – pokazał palcem na drewniane, ciemne drzwi – Tam chyba jest piwnica, może w niej znajdziemy jakieś wyjście…
– Warto spróbować – pokiwał głową Yoochun gdy tuż za nim przebiegł Heechul, krzycząc.
– One są coraz bliżej!!!
– No w sumie czemu nie – wzruszył ramionami Max – tutaj jak będziemy dalej próbować, to prędzej na sztućce zadźgają…
– Masz rację Changmin – potwierdził Yoohun i ponownie przebiegł za nim Heechul, tylko tym razem biegł w drugą stronę.
– Doganiają mnie!!! Czuję się w niebezpieczeństwie!!!
– To co? Próbujemy? – spytał Donghae.
– Tak chodźmy. Wykorzystajmy tą szansę – odpowiedział Yunho.
Cała grupa podeszła do drzwi. Micky nacisnął klamkę i je otworzył. Na ich szczęście, te były otwarte.
Odwrócił się i krzyknął.
– Heechul chodź!
Chłopak natychmiast podbiegł do nich zostawiając już daleko w tyle wszystkie naczynia. Gdy zobaczył ciemne schody prowadzące w dół, zdziwiony zapytał.
– Co? Piwnica? Dajcie spokój… – machnął ręką i chciał już iść.
– Nie marudź. Właź! – Yoochun popchnął go tak, że wpadł do środka znikając im z oczu. Słyszeli tylko jak coś ciężkiego odbijało się od schodów.
– Ups… – powiedział Micky patrząc w dół.
– Nie przejmuj się. Wchodzimy, bo naczynia już tu lecą! – Donghae i Yunho popchnęli pozostałych, ale znacznie delikatniej niż zrobił to Micky. Po czym zamknęli szybko drzwi, które były dość ciężkie. Oparli się o nie plecami, żeby nic się nie przedostało. Nie wiedzieli z jaką siłą lecą.
Po sekundzie usłyszeli jak wszystko rozbijało się o drewniane wejście. Hałas był niesamowity.
Przebiła się tylko jedna rzecz. Ogromny, stary nóż kuchenny. Wbił się pomiędzy ich twarze. Obaj ciężko oddychali, spojrzeli na niego a potem na siebie.
– Ale fart… – powiedział Donghae.
Yunho zgadzając się z nim pokiwał tylko głową.
Stali tak jeszcze przez parę sekund, po czym powoli zeszli na dół. Na końcu schodów ujrzeli leżącego plackiem Heechul’a.
– O. Jesteś cały – uśmiechnął się U-Know.
– Cały? Tutaj bym się nie zgodził… Ale nie rozumiem jednej rzeczy…
– Jakiej? – Jego kumpel z zespołu stanął nad nim.
– Dlaczego Micky zrzucił mnie ze schodów? Nie mogłeś poprosić? – Popatrzył na niego.
– A bo marudziłeś i nie było już za wiele czasu na gadanie i proszenie.
– Coś ty?- spytał z ironią – Ej, pomożecie mi wstać? Bo czuje się jakiś taki bezwładny…
– Jasne – odparł Donghae i razem z Yunho podnieśli go do góry.
– Moje plecy… – stęknął Heechul.
– No! Trzymasz się chłopie! Twardy jesteś! – Yunho klepnął go mocno w plecy, ale dla Heechul’a było to zbyt mocno i znowu upadł na podłogę – ojej… – powiedział z nadal wyciągniętą ręką – przepraszam bracie – ponownie go podniósł.
– Spoko… Chciałbym tylko na czymś usiąść.
– Zaraz się coś znajdzie – zaczął się rozglądać i po chwili jego uwagę przykuł mały, stary fotel – co powiesz na to? – pokazał na siedzenie.
– Wygląda dziwnie, ale niech będzie…
Yunho pomógł mu do niego dojść a w tym samym czasie Boa przeglądała drewniany kufer. W piwnicy było już jasno dzięki Max’owi, który znalazł włącznik światła. Dzięki temu piwniaca nie była już taka straszna i przerażająca.
Dziewczyna wyjęła duży album ze zdjęciami i zaczęła powoli go przeglądać. Były w nim zdjęcia głównie z czterema osobami. Mężczyzną, kobietą, dziewczynką i staruszką. Na jednym z nich była data 1920r.
– Co tam masz?
Usłyszała nagle za sobą głos tak nagle, że aż podskoczyła. Gdy się odwróciła ujrzała stojącego nad nią Micky’ego.
– Aleś mnie wystraszył… Proszę zobacz sobie ten album – podała mu go do ręki i powróciła do dalszych przeszukiwań kufra.
– Zauważyłaś coś? – spytał po chwili Yoochun.
– Co takiego? – wstała i stanęła obok niego.
– Zobacz prawie na każdym zdjęciu z nimi ktoś stoi. To jakiś mężczyzna… Ale jego twarz jest zamazana.
– Faktycznie… Kto to mógł być? – spojrzała na niego.
– Nie mam pojęcia. Może ktoś z rodziny, przyjaciel… Cholera wie – wzruszył ramionami – ale w każdym bądź razie z tym domem od bardzo dawna było coś nie tak.
– Zdecydowanie…
– Co robicie? – podszedł do nich Changmin.
– Stwierdzamy, że ten dom był już nawiedzony zanim umarła staruszka, albo było z nim coś ewidentnie nie tak.
– O, to ciekawe… A mogę zobaczyć co jeszcze jest w tej skrzyni? – Pokazał na nią.
– Oczywiście. Ja ci z chęcią potowarzyszę – uśmiechnęła się do niego Boa.
– To ja też chcę z wami – odezwał się Micky.
– Jasne w grupie raźniej.
Cała trójka usiadła przy skrzyni i dokładnie zaczęli przeglądać każdą rzecz jaką udało im się znaleźć.
Tymczasem Hero rozmawiał z Donghae a Junsu z Heechul’em, z kolei Yunho oglądał piwnicę. Było w niej niezwykle dużo starych przedmiotów. Mebli, skrzyń, obrazów a nawet ogromne lustro…
– Dziwne, kto normalny wiesza lustra w piwnicy? – Zdziwił się chłopak przyglądając się jemu.
Zauważył w nim coś jeszcze. Zdjęcie starszego pana wsadzonego w ramę. Gdy mu się przyglądał nagle wypadło. Schylił się po nie, a gdy ponownie spojrzał w lustro zauważył w nim cień obcej osoby. Tej samej, której widział w łazience. Odwrócił się za siebie, ale nikogo nie zauważył. Gdy chciał odstawić zdjęcie na miejsce, nagle zamiast swojego odbicia ujrzał przerażającą twarz starszego człowieka, która była zgniła, zniekształcona i patrzyła wprost na niego. Co gorsza straszna postać wyciągnęła przed siebie ręce tak, że wystawały poza lustrem i ewidentnie było widać, że chcą go udusić. Bardzo się bał, ale był tak sparaliżowany strachem, że nie mógł ani drgnąć ani nikogo zawołać, po prostu nie mógł wydusić z siebie ani jednego słowa. Znajdował się na drugim końcu piwnicy, a była ona ogromna, więc nikt go nie widział. Łapy były coraz bliżej, ale on wiedział, że musi coś natychmiast zrobić, bo jak nie, to go dorwą. W tym momencie zaparł się w sobie i bał się nieco mniej. Zacisnął prawą pięść i z całej siły uderzył w lustro. Spowodowało to całkowite jego rozbicie, a co za tym idzie, zniknięcie przerażającej postaci.
Przyjaciele przestraszeni tym dźwiękiem szybko zerwali się do biegu i podbiegli do swojego kolegi. Zastali go stojącego przed samą ramą, ze zwisającymi kilkoma kawałkami szkła. Na jego twarzy wyraźnie było widać ulgę.
– Yunho, stary co się stało?!- spytał wystraszony Micky.
– Nie pytaj… – odpowiedział ciężko oddychając.
– Ale czemu rozbiłeś to lustro w drobny mak?
– No właśnie. A tak w ogóle masz niezły prawy sierpowy – powiedział z podziwem Heechul kiwając głową.
– Dzięki. Rozbiłem je… bo… bo w nim było coś co chciało mnie zabić…
– O Boże… A czy to był stary ohydny facet? – Zapytała Boa.
– Tak. Skąd wiesz?
– Pamiętacie jak znaleźliście mnie nieprzytomną w łazience? Zemdlałam, bo potwornie się go wystraszyłam. Tylko, że mnie chciał zabić za pomocą wody.
– Teraz to wszystko wyjaśnia… Z kolei mnie chciał udusić, ale nie zdążył.
– I dobrze!- Krzyknął Junsu.
– Właśnie – potwierdził Donghae i po chwili zapytał – ale czemu nie krzyczałeś? Zabralibyśmy cię od niego, żeby cię nie dosięgnął.
– Uwierz mi, chciałem, ale coś mi na to nie pozwalało.
– Rozumiem. Ważne, że nic ci nie jest – poklepał go ramieniu raper z Juniorów.
– No nie wiem… Pokaż rękę – Boa stanęła przed nim z wyciągniętą dłonią, w której od razu znalazła się jego. Zaczęła uważnie ją oglądać, ale nic nie znalazła – dziwne, jest czysta. Jak to zrobiłeś?
– Nie mam pojęcia. Naprawdę nie wiem. Jakoś tak wyszło…
– Dobry jesteś – uśmiechnęła się promiennie i zacisnęła jego dłoń w swoich.
– Dzięki – odwzajemnił uśmiech.
– E… Tego… Yunho chcesz zobaczyć co znaleźliśmy w skrzyni? – Zapytał Max.
– Jasne. A co to takiego?
– Pamiętnik.
– Ooo… a do kogo należał?
– Do tej dziewczynki.
– No dobra, to chodźmy go zobaczyć.
Wszyscy znaleźli się przy kufrze. Max schylił się do niego i podał pamiętnik Yunho.
– Będziesz czytać na głos? – Spytał Hero.
– Hm… Może Micky ty się skusisz?
– Ja? – Spytał zdziwiony.
– Pewnie. Masz taki doniosły głos i w ogóle, a ja muszę się jeszcze otrząsnąć po tym co przeżyłem.
– Ta… ma szczególnie doniosły głos kiedy krzyczy… – powiedział pod nosem Junsu.
– Mówiłeś coś? – Spojrzał na niego.
– Nie. No co ty – odpowiedział szybko.
– Masz Yoochun. Wybrałem ostatni wpis z 1920r. – podał mu pamiętnik.
– Dzięki – odchrząknął i zaczął czytać:
To już ostatni raz. Boję się, bardzo się boję. Mam już dość. Czas najwyższy to skończyć. Straciłam wszystkich, których kocham. Nie potrafię bez nich żyć… A ten dom… Przeraża mnie. Jest taki straszny. Żałuję, że się z niego nie przeprowadziliśmy. Ale trudno nie miałam i nie mam na to wpływu… Muszę to wreszcie skończyć. Nienawidzę tych duchów. Są takie straszne, okropne i ohydne. Nie dają mi spokoju, dlatego chcę odejść.
Mój przyjaciel długo się mną opiekował i dziękuję mu za to, ale ten dom… Pożegnałam się już z nim i dzięki bogu niczego się nie domyślił. Dałam mu do zrozumienia jak bardzo go kocham, ale strach jest silniejszy.
On wygrał…
Żegnaj świecie…
Życie…
Już na zawsze.

——————————————————————————————–Eliza 20. 11. 1920r.

Po tych ostatnich słowach zapadła cisza. Każdemu zrobiło się bardzo przykro. Było im tak szkoda tej dziewczynki, że nikt nie zdołał jej pomóc, że zginęła zupełnie niepotrzebnie…
Ale jednocześnie byli wdzięczni za to, że ostrzegła ich przed złem tego domu. Mieli tylko nadzieję, że zaznała wreszcie spokoju.
Micky schował pamiętnik do skrzyni i zamknął ją.
– To co? Idziemy stąd? – Spytał Max przerywając okropną ciszę.
– Tak – opowiedział krótko Yunho.
– A którędy wyjdziemy? – Boa spojrzała na pozostałych.
Hero rozglądał się szukając jakiegokolwiek wyjścia i w końcu jego uwagę przykuły dość małe podwójne drzwi. Były one przechylone i prawdopodobnie przez nie wrzucany był kiedyś węgiel.
– Spójrzcie! Tam jest wyjście – pokazał na nie.
– O! Ty to masz oko. Ja ich nie zauważyłem – powiedział z podziwem Junsu.
– Dziękuję – uśmiechnął się lekko.
– Znając życie, pewnie są zamknięte – mówił zażenowany Donghae.
– Sprawdzę – Heechul podstawił mały stołek i próbował je pchnąć, ale to nic nie dało – miałeś rację – zeskoczył ze stołka i podszedł do nich – zamknięte.
– Trzeba będzie je wywarzyć albo jakoś rozwalić – zadecydował Micky.
– No to Donghae dajesz kopa tym drzwiom – poklepał go po ramieniu Heechul.
– Co? – spojrzał na niego zdziwiony.
– No dobrze słyszałeś. Potrafisz sztuki walki, więc one nie będą dla ciebie problemem.
– No właśnie! – Zgodził się z nim Junsu – A ty Yunho potrafisz Hapkido. Więc takie nędzne drzwiczki są dla was niczym.
– No tak… Ale w Hapkido chodzi o to, że używa się minimalnej siły do pokonania przeciwnika. Polega to głównie na obronie własnej. A w tym przypadku trzeba maksymalnego poweru!
– A… Kumam. No to Donghae skop te drzwi! – Szeroko uśmiechnięty Junsu pchnął chłopaka w ich stronę.
– Dajesz ziom! – Krzyknął Heechul.
– Ok – Donghae wszedł na stołek.
– Jak on w nie walnie… – pokręcił głową Micky.
Po chwili chłopak z niebywałą siłą kopnął w drzwi. Te pod wpływem tego uderzenia rozwaliły się. Powstała w nich jedna dość duża dziura.
– Brawo! – Zaklaskała w dłonie Boa.
– Dziękuję – ukłonił się i uśmiechnięty zeskoczył na ziemię.
– Stary, normalnie musisz mnie tego nauczyć – powiedział Heechul kręcąc głową.
– Jasne. Jak tylko wrócimy – odpowiedział Donghae.
– Trzymam cię za słowo – pokazał na niego palcem – a teraz chodźmy stąd – wyminął go.
Przyjaciele zaśmiali się i powoli zaczęli wychodzić na zewnątrz. Najpierw na dworze znalazł się Micky, a potem Boa, której pomógł wyjść. Po paru minutach wszyscy byli wolni.
– Wolność! – Krzyknął uradowany Junsu.
– Tak wreszcie… dobra, szybko do samochodu – Yunho machnął ręką.
– Ja prowadzę! – Heechul znalazł się na samym przodzie grupy z kluczykami w ręku.
Otworzył auto i wskoczył za kierownicę. Wszyscy siedzieli tak samo jak poprzednio. Tylko tym razem Donghae usiadł na poprzednim miejscu obecnego kierowcy.
Przekręcił kluczyk, nacisnął szybko pedał gazu i nie przejechali nawet pięciu metrów a już wjechał w drewniany płotek i zatrzymał się na nim. Yunho spojrzał na niego z poważną miną. Widać, że Heechul chciał się tłumaczyć, ale ruszał tylko wargami, tak, że nic nie mógł powiedzieć. W końcu wydusił.
– No bo to samo…
– Ja prowadzę. Zamiana – powiedział Yunho i wyszedł z samochodu, tak samo zrobił Heechul, który cały czas próbował się wytłumaczyć.
Gdy usiedli na nowych miejscach, ten znowu powiedział.
– No bo to samo…
– Tak, tak – chłopak wycofał i szybko odjechał z pod płotu. Jechali tą samą polną drogą, którą tu przyjechali. Wreszcie byli wolni. W lusterku coraz słabiej widać było dom, w którym w ciągu jednego dnia tak wiele przeżyli.
– Jejku… wreszcie… – odetchnęła z ulgą Boa.
– Noo… Ale ulga – zgodził się z nią Hero.
– Yunho… – zaczął jego przyjaciel siedzący obok.
– Słucham? – Wjechał na normalną drogę.
– No bo wiesz… To samo…
– Wierzę ci – uśmiechnął się do niego.
– A gdzie teraz jedziemy? – Spytał Max.
– Na razie jak najdalej stąd, a potem mam nadzieję, do wytwórni.
– Aha, rozumiem – usiadł wygodniej w fotelu.
– Wiecie co wam powiem moi drodzy? – Heechul odwrócił się do kolegów.
– Co takiego? – Micky spojrzał na niego.
– Jestem głodny. I to bardzo. Chciałem się z wami tym podzielić.
– U- Know, mam prośbę. Weź go wywal – zaśmiał się Yoochun.
– Z przyjemnością.
– Coo? Ależ jak wy możecie? Nie lubicie mnie?
– Pewnie, że lubimy ty gamoniu – Yunho uśmiechnął się szeroko.
– To dobrze, bo miałem lęki – powiedział z ulgą.
– Nie masz się czego bać. Jesteśmy przyjaciółmi i sądzę, że na bardzo, bardzo długo tak zostanie – uśmiechnęła się Boa.
– Masz rację – pokiwał głową Junsu.
– To fajnie. Dzięki za uspokojenie. To co? Staniemy gdzieś coś wszamać?
– Heechul!!! – Krzyknęli wszyscy jednocześnie.

C. D. N.

One comment on “Fic

  1. Oooo, naprawdę ciekawa historia. Chociaż wciąż nie wiem jak oni mogli tak po prostu se wyjechać z takiego wielkiego miasta i nagle znaleźć się na jakimś pustkowi? No cóż, wszystko jest możliwe. Heehehehhe, A co do snu Yunho : Hmmm, myślę, że to jakaś przepowiednia albo coś w tym stylu, ale lepiej żeby się nie sprawdziła ! Ona jest naprawdę straszna. hehehhe Junsu ziom. Jak zwykle zabawny ( Oooooo ). I kocha słodycze ! Nie mogę się doczekać Eunhyuka! Kiedy on będzie!? I Shindong! xDDD. Hahahhaha. No nic wyczekuję z niecierpliwością kolejnego rozdziału. 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: